Lechia Gdańsk idzie do Sądu Najwyższego. To spór nie o tabelę, lecz o standardy


Spór o minus pięć punktów to w istocie test granic władzy PZPN i standardów procedury w polskim futbolu. Sąd Najwyższy ma odpowiedzieć na pytanie, czy sankcję o dyscyplinarnym skutku można nakładać w trybie licencyjnym

9 stycznia 2026 Lechia Gdańsk idzie do Sądu Najwyższego. To spór nie o tabelę, lecz o standardy
Tomasz Hatta

Skarga kasacyjna Lechii Gdańsk do Sądu Najwyższego w sprawie pięciu odjętych punktów nie jest sportową awanturą o miejsce w tabeli. To spór o to, jakimi regułami wolno karać klub sankcją o dyscyplinarnym skutku, gdy formalnie stosuje się procedurę licencyjną. W tle są decyzje PZPN, wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl i pytanie, które musi rozstrzygnąć Sąd Najwyższy. Czy w polskiej piłce można odbierać punkty w trybie licencyjnym bez klasycznych gwarancji postępowania dyscyplinarnego?


Udostępnij na Udostępnij na

Zacznijmy od faktów. Lechia Gdańsk otrzymała licencję na sezon 2025/2026, ale wraz z sankcjami wynikającymi z niespełnienia kryteriów finansowych. Wśród środków zastosowanych przez PZPN znalazło się odjęcie pięciu punktów w sezonie ligowym. Podstawą były przepisy Podręcznika Licencyjnego PZPN (kryteria finansowe, w szczególności dotyczące zobowiązań), które przewidują możliwość nakładania środków kontroli, w tym sankcji punktowych. Lechia zaskarżyła decyzję, a Trybunał rozpoznał sprawę. W zakresie ograniczeń transferowych Trybunał zmodyfikował rozstrzygnięcie PZPN (zakaz nie obowiązywał dalej po dacie wyroku), natomiast w zakresie odjęcia pięciu punktów utrzymał sankcję w mocy. Po wyroku Trybunału Lechia wniosła skargę kasacyjną do SN. Skarga ta nie jest kolejną „instancją sportową”, lecz nadzwyczajnym środkiem kontroli przewidzianym w ustawie o sporcie.

Najważniejszy spór to charakter sankcji

Sedno sporu nie dotyczy wyłącznie faktu oceny sytuacji finansowej przez PZPN, lecz charakteru i trybu zastosowania sankcji punktowej. Według PZPN odjęcie punktów jest środkiem licencyjnym wynikającym z regulaminów i Podręcznika Licencyjnego, a nie klasyczną karą dyscyplinarną. W konsekwencji PZPN utrzymuje, że nie ma obowiązku prowadzenia odrębnego postępowania dyscyplinarnego.

Trybunał uznał swoją właściwość do rozpoznania sprawy. W debacie publicznej jest to odczytywane jako kwalifikowanie sankcji jako mieszczącej się w reżimie decyzji dyscyplinarnych w rozumieniu ustawy o sporcie. Mimo to Trybunał nie uchylił kary punktowej, uznając ją za dopuszczalną i proporcjonalną.

W klubie natomiast twierdzą, że nie można stosować sankcji o dyscyplinarnym skutku (wpływ na wynik sportowy) w procedurze, która nie zapewnia standardowych gwarancji obrony. Mowa tu o jasno sformułowanych zarzutach, możliwości odniesienia się do wymiaru kary i przewidywalnych kryteriów jej wymiaru.

Ten rozdźwięk jest jednym z centralnych wątków sporu i prawdopodobnie będzie istotny w postępowaniu kasacyjnym.

Procedura i prawo do obrony

W sporach tego typu procedura jest ważniejsza niż emocje. Sąd Najwyższy będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy tryb licencyjny, w którym zastosowano sankcję punktową, zapewniał klubowi realną możliwość obrony, w szczególności odniesienia się do proporcjonalności kary oraz czy kryteria wymiaru sankcji były wystarczająco jasne i przewidywalne.

W orzecznictwie sądowym (także poza sportem) utrwalone jest stanowisko, że środki o charakterze represyjnym wymagają podwyższonych standardów proceduralnych. To właśnie na tej osi – procedura, a nie sam fakt kary – może rozstrzygnąć się sprawa.

Proporcjonalność sankcji

Trybunał PKOl uznał, że odjęcie pięciu punktów było środkiem proporcjonalnym i prewencyjnym. Lechia kwestionuje tę ocenę. Klub wskazuje, że sankcja punktowa ma szczególnie dotkliwy charakter, bo bezpośrednio wpływa na wynik sportowy i rywalizację w lidze.

Dla SN nie będzie to jednak klasyczna dyskusja „czy pięć to dużo”, lecz pytanie, czy wymiar kary został nałożony w granicach prawa i przy zachowaniu wymaganych standardów.

Co realnie może zrobić Sąd Najwyższy?

Na gruncie obowiązujących przepisów możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy to oddalenie skargi kasacyjnej, jeżeli SN uzna, że przepisy licencyjne zostały zastosowane prawidłowo, a wyrok Trybunału nie narusza prawa w sposób rażący. W takiej sytuacji sankcja pięciu punktów pozostanie w mocy.

Drugi scenariusz tu uchylenie wyroku Trybunału i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. To rozwiązanie często stosowane przez SN w sprawach kasacyjnych. Oznaczałoby konieczność ponownego rozpoznania sprawy przez Trybunał PKOl z uwzględnieniem wskazań SN, np. w zakresie standardów proceduralnych.

Trzeci scenariusz – najmniej prawdopodobny – wymagałby uznania, że naruszenie prawa jest na tyle oczywiste, iż nie ma potrzeby dalszego procedowania przed Trybunałem. W praktyce SN wyjątkowo rzadko sięga po rozstrzygnięcie merytoryczne w trybie kasacyjnym. Dominują uchylenia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

To sprawa, która wykracza poza Lechię

Niezależnie od końcowego rozstrzygnięcia sprawa Lechii Gdańsk ma znaczenie systemowe. Dotyczy granicy pomiędzy autonomią związków sportowych w egzekwowaniu reguł finansowych a obowiązkiem zapewnienia minimalnych standardów proceduralnych, gdy sankcja realnie wpływa na wynik sportowy.

Wyrok Sądu Najwyższego może w praktyce przesądzić, czy sankcje punktowe stosowane w procedurach licencyjnych będą musiały zostać obudowane silniejszymi gwarancjami procesowymi, czy też obecny model zostanie uznany za zgodny z prawem.

Znaczenie sprawy i możliwe konsekwencje

To nie jest sprawa o sympatie, emocje ani o to, czy Lechia „zasłużyła” na minus pięć. To sprawa o reguły. Jak kwalifikować sankcje o dyscyplinarnym skutku? W jakiej procedurze można je nakładać? Gdzie przebiega granica między regulaminem a odpowiedzialnością dyscyplinarną?

Dopiero odpowiedź Sądu Najwyższego pokaże, czy polski system licencyjny wytrzymuje test prawa powszechnego i czy pięć punktów było tylko karą sportową, czy także problemem prawnym.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze